4 komentarze

  1. Mój kryminalno-literacki rok 2014! - Blog.kryminalnapila.pl

    […] żyjemy w wyjątkowym czasie. W pierwszej kolejności jako „dowody” wiodące wymieniłbym „Pochłaniacz” Katarzyny Bondy, „Martwe popołudnie” Mariusza Czubaja i „Betonowy pałac” Gai […]

  2. AnnaK
    AnnaK at |

    To moje pierwsze spotkanie z tak zachwalaną Bondą.I niestety prawdopodobnie ostatnie.Czytam bardzo, bardzo dużo i dlatego pozwalam sobie krótko ocenić tę ksiażkę (Pochłaniacz).Otóż jest to jedna z najbardziej nudnych książek jakie przeczytałam. Początek nawet dosyc obiecujacy (uwielbiam tematykę mafii polskiej i czasy kiedy powstawała i funkcjonowała).Dlatego ucieszyłam się że to cos dla mnie.Niestety pudło.Po obiecujacym początku 350 stron bzdur, niepotrzebnych opisów głównej(?) bohaterki, jej odczuć, myślenia o dziecku, czy zdąży do przedszkola czy nie, walki wewnętrznej z chęcia kupienia alkoholu (i pewnie wypicia) itp, itd.Nieinteresująco i powierzchownie opisany zawód Saszy Załuskiej – czytelnik musi sam sobie wyrobic zdanie (moje jest takie jak kolegów Saszy z komisariatu – że to jakaś bzdura, słowem jeden wielki galimatias.Tak sie w tym pogubiłam, ze jak pojawia sie nowa sytuacja – zabójstwo w klubie Igła to musiałam wrócić do początku książki gdzie sie wszystko zaczeło.Dla mnie jeden wielki dramat i nie wiem czy dam radę domęczyć tę książkę do końca.Moim zdaniem trzeba napisać mniej ( a nie 600 stron) ale bardziej zwarcie, ciekawie i konsekwentnie trzymać się zdarzeń. Do Remigiusza Mroza (którego również odkryłam ostatnio) według mnie jest pani Bondzie tak daleko jak do sąsiedniej galaktyki !!!!!

  3. Irma
    Irma at |

    ……i dlaczego tak często słowo „stupor” (czyżby nowe?). Książka generalnie świetna i od początku wzbudzała pozytywne emocje – jedynie ten „stupor” i potwornie chaotyczna ilość postaci! Powodzenia i kupię „Okularnika”!.

  4. Magdalena
    Magdalena at |

    Przeczytałam serię o Hubercie Meyrze. Było ciężko… wszystkie opinie, które czytam na forach odnośnie do urywanych wątków, przesadzonej liczby stron, o niepotrzebnych opisach, powtórzeniach tych samych wyrazów (sturpor) i stwierdzeń co kilka akapitów – to wszystko prawda. Jak brałam się za Pochłaniacz, to miałam nadzieje na totalną odmianę. I rzeczywiście duże zaskoczenie. Na plus. Mam wrażenie jakby Pochłaniacz pisał już ktoś inny, dojrzalszy, może ktoś kto dostał po tyłku od krytyków? Tak to wygląda, jak powieść napisana po wielu uwagach i zgodnie z wyrażeniem “uczyć się na błędach”.
    Watek mafii bursztynowej i powrót do lat 90 jak dla mnie genialny. SEIF też. Sama historia dzieciaków, dalsze losy bliźniaków też bardzo mile do czytania.
    Rewelacyjną postacią jest dla mnie Duch! Postać Saszy jest nudna, zawiła, ale zawiła na sile. To, co często czytelnicy piszą na forach, że przy 350 stronie musieli wracać do pierwszych storn bo się pogubili w fabule… to też jest niestety prawda.
    Mam takie skojarzenie z książkami p. Bondy, ze czyta się je tak, jak ogląda film sensacyjny z Hameryki. Jest akcja, napięcie i relaks (w tym przypadku patrz: zwolnienie z myślenia) pod warunkiem, że czytelnik nie odłoży książki np. na jeden dzień. Bo po nawet kilku godzinach przerwy, trzeba do książki wrócić, a to już jest ciężkie… trzeba sobie przypominać co tam było, o co chodziło. Rada jest taka, żeby przeczytać ja w całości od razu. Książka nie zapada w pamięć, nie wierci mózgu, nie zostawia śladu.
    Porównuję książki p. Bondy do Hamerykanskich odmóżdżaczy albo spektakli w Teatrze Komedia w Warszawie. Prosta rozrywka dla człowieka zmęczonego, który po prostu chce sobie poczytać coś ultralekkiego, nie wymaga albo jest tak zmęczony po pracy, że mu się nie chce wymagać.

Zostaw Komentarz