4 komentarze

  1. Ofelia234
    Ofelia234 at |

    Czytelnicy – Nie Polecam ,skusiłam się ponieważ jest to nowość i dlatego że znajomi trąbili o tej książce żeby ją lajkowoć i polecać ,bo ich znajoma to Rita Larek żona autora. Literacko i pod każdym innym względem nie przypadła mi do gustu i nie nazwałabym tej książki kryminałem tylko stekiem chłamu(tego co dzieje się w życiu codziennym/co każda osoba może usłyszeć w mediach). Książka ni jak nie porównuje się do innych twórców kryminalnych.

    Brak narracji, to nie jedyny zarzut. Nic nie wiem o bohaterach, poza tym, że mężczyźni to dzikusy, którzy nie panują nad swoim popędem, a kobiety, to istoty, które myślą tylko o jednym.I jeszcze mają „wielkie cycki” – bez wyjątku każda. Co do bohaterów, główny pojawia się w trzech epizodach, a jego partnerka… Nic o niej nie wiem, poza tym, że ma okres. Naprawdę nic więcej nie da się powiedzieć o kobiecie poza jej fizjologią? Książka przypomina scenariusz słabego filmu, ale o tym już tutaj wspomniano. Jest szkodliwa i seksistowska. Do tego naszpikowana wulgaryzmami. Przeklinają wszyscy, bez wyjątku. Bardzo przeszkadza to w czytaniu.

    Naprawdę Świetnie brzmiące nazwisko autora i mocny tytuł to jedyne jasne punkty tej książki.
    Może więc należało wydać tylko okładkę? Zwłaszcza, że na jej drugiej stronie, pod stylowym
    (oczywiście czarno-białym) zdjęciem, zadowolony z siebie pan Larek zachęca pisząc o sobie: „Pisarz i wykładowca. Bada techniki przyciągania uwagi odbiorcy. Obsesyjnie zgłębia szczegóły seryjnych zbrodni i precyzyjnie odtwarza klimat minionych dekad.(…) Prowadzi kursy storytellingu w szkole kreatywnego pisania (…) Miłośnik kultury popularnej, uzależniony od amerykańskich seriali i klasycznych szwedzkich kryminałów”. Wystarczyłoby na bestseller. Niestety, dalej jest coraz gorzej. Z lektury „Furii” widać wyraźnie, że te amerykańskie seriale ogląda chyba bardzo nieuważnie, zaś klasyczne (swoją drogą ciekawe które, bo z prozą Sjöwall/Wahlöö czy Larssona łączy go tylko to, że i oni, i on są wydawani drukiem) szwedzkie kryminały co najwyżej kartkuje lub po prostu ma problemy ze zrozumieniem obejmowanego wzrokiem tekstu. A uczestników jego kursów po prostu szkoda. Wyrzucają pieniądze w błoto. No bo jak storytelling może dobrze wykładać gość mający problem z ciekawym lub choćby wciągającym opowiedzeniem swojej historii. Ciekawe, czy zna albo choć rozumie pojęcia kulminacja, punkt zwrotny, cliffhanger, twist, itp. narzędzia oraz mechanizmy służące budowie napięcia, bo z lektury „Furii” wynika, że raczej nie.

    Pana Larka pomysł na tą książkę wziął chyba z jakiegoś słabego serialu odcinka polskiego serialu kryminalnego w stylu „Ojca Mateusza” czy „Komisarza Aleksa”. I to w fazie głęboko wstępnej – mamy tu raczej pierwsze szkice scen niedokończone pomysly, jeszcze bez należytej redakcji (dialogi są przydługie i nienaturalne, a didaskalia pełne zbytecznych szczegółów) oraz, przede wszystkim, bez wnikliwej lektury, kontroli prawdopodobieństwa, ciągu przyczynowo-skutkowego, logiki i spójności całości. No chyba, że mr Larek podprogowo chce nam powiedzieć, że polscy gliniarze byli w latach 90. kompletnymi idiotami. Ale tu też siada logika – bo sprawdzenie podejrzanego samochodu, np. niebieskiego żuka i jego związku z pewnym napojem gazowanym o którym sporo mówią świadkowie, to nie kwestia inteligencji, a procedur. Wielbiciel amerykańskich seriali, które są często właśnie oparte na procedurach (choćby serie CSI i JAG, czy produkcje szpitalne) powinien o tym wiedzieć. Tymczasem policjanci u Larka poruszają się jak dzieci we mgle, improwizują i chodzą po ludziach zadając 3-4 banalne pytania za to nie robią tego, czego nienawidzą prawdziwi policjanci – odpraw (pierwsza pojawia się po trzech dniach śledztwa, ok. setnej strony), na których ustalają stan wiedzy i decydują o kolejnych krokach. Wiedzieli o tym nawet twórcy „07 zgłoś się”. Larek nie wie. Prawdziwym kuriozum jest odkrycie przez bohaterów (po dwóch czy trzech trupach z identycznym modus operandi sprawcy), że mają do czynienia z seryjnym mordercą. Otóż dochodzi do tego podczas odsłuchu płyty zespołu Kat. Niezgorzej jest też (i znów procedura) z wpadnięciem na pomysł, że mordercę może pomóc odkryć jego pierwsza zbrodnia. Dokonuje tego szef przeglądając akta sprawy. Przy czym przypomina sobie, że – i tu kompletny odjazd – zawsze to mówi młodym policjantom. Gdzie tu, jeżeli nie logika, to szacunek dla inteligencji czytelnika. Ale i tak nie to jest w tej książce najsłabsze.

    BARDZO, BARDZO ZŁA RZECZ. I literacko, i mentalnie.
    Szczerze odradzam szkoda to czytać! lepiej sięgnąć po skandynawskie kryminały, bądź iść na spacer 😉

  2. Anna
    Anna at |

    Zgadzam się w 100% z tą opinią. Rozczarowanie i jeszcze raz rozczarowanie. Sama lubię czasem przekląć, ale tutaj to jest apogeum. NIE POLECAM!!!!!!!

  3. Sz.
    Sz. at |

    Absolutnie się zgadzam z powyższymi recenzjami. Chłam jakich mało, czytanie tego paszkwila to droga przez mękę.

  4. ALEKSANDRA
    ALEKSANDRA at |

    Przesłuchałam w formie audiobooka… Tragedia i katastrofa, lektor też nie przypadł mi do gustu… Pan Larek uważa chyba czytelników a idiotów i że przepis na kryminał to miasto, teren, który się zna + osadzenie w czasach minionych, plus trochę ordynarny bohater i już… o nie Panie Larek, Krajewskim to Pan nie zostaniesz… żeby napisać taką powieść należy się bardo dobrze zapoznać z epoką, o której się piszę, znać tereny na,których odbywa się historia w czasie w którym ona się odbywa, język ludzi w tamtych czasach i miejscach, pomijam już umiejętność prowadzenia fabuły…
    Pan Lorek wtrąca gdzieniegdzie informacje, że w tle słychać hit z lat 90, nieudolnie, powierzchownie opisuje stroje z tamtych lat, wtrąca powierzchowne informacje o nazwach ulic, dzielnic czy okolicznych wsi, żałosny zupełnie jest wtręt o tym że matka głównej bohaterki zaczytywała się „Jeżycjadą” a ona nie, na coi po co ta informacja? co wnosi do fabuły oprócz tego, że auto słyszał gdzieś o najpopularniejszym cyklu młodzieżowym napisanym przez poznańską autorkę… a gdzie choćby wtręty gwary poznańskiej? nie uwierzę żeby mieszkańcy podpoznańskich wiosek posługiwali się czystym polskim językiem…
    Pan Larek w czasach, o których pisze był nastolatkiem, czytając jego dzieło ma się wrażenie,że nie zadał sobie trudu żeby zagłębić się w klimat epoki a po prostu luźno wplątał fragmenty swoich wspomnień, mieszając je z językiem lat obecnych i uważał że tyle wystarczy, żeby napisać książkę umiejscowioną w latach 90tych… może miał nadzieje,że czytać będzie gimbaza nie znająca tych czasów, albo kompletni imbecyle… Ja jestem zaledwie o 4 lata młodsza od Pana Larka, pamiętam nieco te czasy i niestety z każdym zdaniu tej książki brzmi fałsz, nie furia… i jest także po prostu mało ciekawa

Zostaw Komentarz