9 komentarzy

  1. Krzysztof
    Krzysztof at |

    Nie do końca podzielam Pana opinię o tej książce. Uważam, że na pięć gwiazdek zasługuje tu jedynie intryga i ta – no…”przeczytalność”. To rzeczywiście świetne czytadło – np. do podróży, ale nic poza tym. Za fabułę i resztę dałbym najwyżej 2-3*. To i tak sporo, jak na dzieło z gatunku „zabili go i uciekł.” „Kasacja” IMHO jest duuużo lepsza.

    PS. Interesujący blog.

  2. Krzysztof
    Krzysztof at |

    Nikodem Pałasz też dobrze go ocenia.

  3. Kuba
    Kuba at |

    Czuję się jakbyśmy czytali inne książki. Niby ciekawy pomysł na rozpoczęcie, ale później zamienia się w miks Aniołów i Demonów, Chucka Norrisa, Brudnego Harry’ego i kilku innych scenariuszy filmów akcji. To w sumie nie byłoby jakoś bardzo złe, ale autor otwiera mnóstwo pseudo-efektowych wątków, żeby je albo błyskawicznie uciąć (przelatujemy nagle na jednej stronie dni/tygodnie, a może miesiące??), albo nie kończyć wcale (np. nigdy nie zaproponował sensownego wyjaśnienia po jaką cholerą targali/prowadzili pierwszą ofiarę na Giewont). Po prostu razi mnie nagromadzenie akcji dla akcji bez nadania jej sensu…

  4. Mateusz
    Mateusz at |

    Trudno, zeby ocena na tym blogu byla inna – wystarczy spojrzec na tyl ksiazki. Tam, w ramce opisanej jako „Patronat”, mozemy dostrzec m.in. „Kryminalna Pila”. Ksiazka w rzeczywistosci nie jest az tak dobra. Ocena? max 5-5.5/10.

  5. Meg
    Meg at |

    Naprawdę tak wysoko??? Toż to gniot, tyle, że ta „przeczytalność ” faktycznie dobra, ale reszta…

  6. Maja
    Maja at |

    Ocena 2/10
    Szczerze? Przeczytałam 35 stron (koleżanka twierdziła, że się oderwać nie mogła, to zaryzykowałam). I poddałam się. Policjant, który tłumaczy swojemu szefowi co robi, jakby ten był zielonym praktykantem? (Rozumiem, tak naprawdę tłumaczył ciemnemu czytelnikowi, ale błagam, już lepsza byłaby kozica na Giewoncie, byłoby oryginalnie.). Potem nagłe, w godzinę po odkryciu zwłok, zawieszenie w obowiązkach (bo ktoś nie chce, bym rozwiązał tę sprawę), dobijające dialogi z dziennikarką… wysiadłam na rozmowie ze specjalistą od monet. Nigdy więcej Mroza. I Bonda go reklamuje? Mój Boże…
    A lubię popularną literaturę. Z Mroza zmęczyłam częściowo „Kasację” – wzięłam się za nią, bo chciałam zobaczyć, czym się tak ludzie ekscytują. Początek był nawet nawet, ale szybko zaczęły mnie drażnić dialogi. Następnie w ogóle język zaczął mnie męczyć. Potem dostrzegłam jednowymiarowość postaci. Naciąganie rzeczywistości. W połowie książki uderzyła mnie nielogiczność postępowania Chyłki, co mnie odrzuciło kompletnie. Brak logiki to nawet w kryminalnej literaturze wagonowej grzech śmiertelny. Zajrzałam na koniec, by się zorientować, o co w tym wszystkim biega – i tu dopiero poraził mnie brak logiki, naciąganie, deus ex machina, za lewe ucho przez prawe ramię, i inne takie. Punkt wyjściowy wydarzeń w ogóle nie powinien mieć miejsca (przynajmniej nie w wykonaniu geniusza zbrodni, który ma na swoich usługach cały gang). Co oznacza, że cały pomysł i książkę autor powinien był wyrzucić do kosza. Więc albo sam nie dostrzegł tego, albo ma dość niskie mniemanie o swoich czytelnikach.

  7. Joanna
    Joanna at |

    Może się czepiam, ale ojciec Frosta, który wykłada „na Jagiellonce”, ofiara określona jako sześćdziesięcioletni „starzec”, więźniowie idący „na stołówkę” nie najlepiej świadczą o klasie Autora (i redakcji). A identyfikowanie ofiary przez internet, zanim policja powiadomi rodzinę, nie najlepiej świadczy o dwójce głównych bohaterów, dla których mamy mieć, choćby przekorną, sympatię. Do skandynawskich kryminałów p. Mrozowi jeszcze daleko. W „Votum nieufności” Iran zaludnił Arabami…. Szybko, dużo i sprawnie, ale czegoś w tym brakuje.

Zostaw Komentarz